Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miasta i zabytki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miasta i zabytki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 stycznia 2016

Muzeum Regionalne Ziemi Limanowskiej

Nie każdy jest entuzjastą muzeów. Nie każdy musi nim być. Ale każdy powinien odwiedzić to muzeum, które opowiada o jego regionie. Nawet jeżeli ten region jest "jego" dopiero od kilku miesięcy. Z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że należy znać historię. Przynajmniej trochę. Po drugie można w muzeum spotkać przystojniaka, który po nim oprowadzi i poopowiada o eksponatach.
Do Muzeum Ziemi Limanowskiej warto zajrzeć również z innego powodu. Jego siedzibą jest Dwór rodziny Marsów, piękny budynek z łamanym dachem położony w całkiem sporym parku. Miejsce przyjemne, blisko rynku i całej reszty centrum Limanowej (z tego względu, że centrum Limanowej takie duże nie jest...). Co do drugiego powodu- przystojniaka w muzeum spotkałam raz, zaraz po przeprowadzce. Ani w trakcie wcześniejszych, ani późniejszych wizyt go nie było. Ale może będziecie mieć szczęście i dowiecie się czegoś więcej o regionie nie tylko od niego, ale i innych pracowników muzeum.
A jest się o czym dowiadywać. Mimo, że muzeum nosi nazwę "ziemi Limanowskiej" nie myślcie, że prezentowane tam eksponaty dotyczą tylko tego miasta i jego mieszkańców. Bo to określenie odnosi się do wielu grup zamieszkujących okoliczne tereny. Jest i wyposażenie apteki, pierwszej w Limanowej, i mieszkania z lat 20, stroje górali i lachów z kilku wsi, a także zabawki, garnki, skrzynie, piec, ozdoby, maselnice, serownice i krosno. Oj, wiele, wiele eksponatów na niewielkiej przestrzeni. A mimo wszystko jest też miejsce na wystawy czasowe- były już rysunki dzieci, była wystawa sztuki kaligrafii, a także wystawa poświęcona zespołowi regionalnemu.

Szczególną ozdobą muzeum jest wystawa dewizek. Prezentowane są najróżniejsze, od prostych po niezwykle ozdobne. Od regionalnych po zagraniczne. Patriotyczne i zaborców, przyrodnicze i zawodowe- cały przegląd. Ciekawa wystawka, każdy znajdzie coś co się mu spodoba.
Wystawa przedstawiająca wnętrza z lat 20' pełni również saloniku twórczości. Za każdym razem trafiałam na inną wystawę, warto więc zaglądać do niego nieco częściej niż raz w życiu.
Po zwiedzaniu warto przejść się po parku, obejrzeć pomnik przyrody, posiedzieć na ławce, a także zobaczyć drewniany wiatrak i kaplicę. A potem można spokojnie przespacerować się na rynek, odwiedzając którąś z okolicznych kawiarni (albo wszystkie...), albo wybrać się do kina "Klaps" na film. Można też po prostu przejść się bulwarami. Bo Limanową warto poznać, nawet jeśli się już w niej mieszka.

wtorek, 12 stycznia 2016

Dlaczego warto odwiedzić Limanową w ferie?

Ferie się zbliżają, a nie każdy ma możliwość wziąć urlop i wyjechać do ciepłych krajów przeczekiwać mrozy. Można jednak ten czas spędzić w okolicach Limanowej, miasta w Beskidzie Wyspowym, lepiej je poznając, a może nawet odkrywając na nowo. Oto kilka moich propozycji, zarówno dla miejscowych, jak i dla osób które są w mieście choćby przejazdem. Wszystkie miejsca łatwo osiągalne, nie wymagające wielkich umiejętności, ani posiadania specjalistycznego sprzętu, co jest ważne zwłaszcza w warunkach zimowych. Większość można zobaczyć nawet w jeden dzień.

1. Miasto
Muzeum Regionalne Ziemi Limanowskiej
Siedzibą Muzeum jest Dwór Marsów ulokowany w uroczym parku. Wewnątrz można zobaczyć stroje ludowe, typowe sprzęty, wystawę dewizek i oryginalne wnętrze pierwszej apteki w Limanowej. Muzeum nie jest duże, a większość eksponatów nie podpisana, jednak pracują tam mili ludzie, którzy opowiedzą o interesujących nas przedmiotach. Zawsze jest też jakaś ekspozycja czasowa- warto sprawdzić czy jest coś co nas interesuje.
Dwór Marsów- siedziba Muzeum Ziemi Limanowskiej

W Muzeum można też kupić pocztówki przedstawiające dawna Limanową, oraz interesujące gry planszowe nawiązujące do wydarzeń historycznych.
Ekspozycja przedstawiająca pierwszą aptekę w Limanowej
Galeria wizerunków Marii z całego świata
Na tyłach Bazyliki Matki Boskiej Bolesnej. Wejście znajduje się od ulicy księdza Łazarskiego, ale można przejść również przez teren Bazyliki. Najlepiej ciepło się ubrać, ponieważ galeria znajduje się na zewnątrz i możemy nieźle zmarznąć.
W galerii przedstawiono szeroki wachlarz wizerunków, każdy podpisany miejscem pochodzenia. Wyraźnie można zaobserwować regionalność z jaką przedstawiana jest Maria w różnych miejscach świata, oraz nawiązania do innych kultów w tych pochodzących z najbardziej egzotycznych miejsc.
Spacer rynkiem i okolicami
Jak daleko sięgała dawna Limanowa? Warto sobie to wyobrazić. Dwór Marsów należał już do Starej Wsi, budynki przed nim również. Limanowa była więc malutka. A gdzie mieścił się browar? Które budynki są najstarsze? Gdzie znajdują się pozostałości cmentarza żydowskiego? Postaram się to opisać, ale odpowiedzi na te tematy udzielą również pracownicy muzeum i Punktu Informacji Turystycznej. W tej ostatniej można też dostać darmową mapkę zarówno Limanowej jak i przebiegającego przez nią Szlaku Frontu Wschodniego.
Rynek w Limanowej w swojej jesiennej szacie.
2. Okolice
Szlak Architektury Drewnianej
Można go oglądać nawet nie wysiadając z samochodu, jednak warto zatrzymać się i obejrzeć. Większość obiektów to kościoły, jednak przy drodze stoją również piękne drewniane domy, zimą dobrze widoczne, ponieważ nie zasłaniają ich liście.
Polecam trasę z Limanowej do Nowego Sącza przez Pisarzową i Męcinę. Przemierzam ją codziennie w drodze na uczelnie i wciąż mnie zachwyca. Wskazówka: kościoły są po lewej stronie, inne drewniane budynki po prawej. Niektóre ukryte w krzakach, inne na wzniesieniu, najczęściej niestety zaniedbane, ale wciąż potrafią zachwycić. Druga droga, przez Wysokie nie ma takich atrakcji, za to jest jedna z najbardziej widokowych. Tak więc radzę jechać do Nowego Sącza i wrócić ;).
Cmentarz Wojenny- Jabłoniec
Znajduje się przy samej drodze, jednak warto zaopatrzyć się w łańcuchy bo podjazd dość stromy i może być zaśnieżony. Można też wybrać się na spacer niebieskim szlakiem z Parku Miejskiego w którym mieści się Muzeum Regionalne Ziemi Limanowskiej.
Grób Othmara Muhra który zginął dokładnie w tym miejscu
Jesienią i zima widać panoramę która roztacza się z cmentarza
Cmentarz na Jabłońcu jest najbardziej reprezentatywny. Składa się z dwóch części. Niegdyś miał się z niego roztaczać piękny widok, niestety drzewa obecnie skutecznie przeszkadzają. Zima jednak umożliwia przynajmniej częściowe dostrzeżenie zamierzonego przez projekt widoku.
Niedaleko znajduje się jeszcze cmentarz wojenny w Golcowie, oraz inne, mniejsze cmentarze.
Stacje Kolejowe
Obecnie nie pełniące już swojej funkcji, jednak dalej piękne. Niektóre budowane w czasach Galicyjskich, gdy kolej w tym rejonie sprawnie funkcjonowała. Głównie dla zapaleńców i fanów kolei, ale warto obserwować czy nie pojawią się jakieś możliwości przejazdu zabytkowym składem. Niestety ostatnio często odwoływane.
3. Góry
Miejska Góra
Niewymagająca góra, jednak trzeba wejść, ponieważ próba wjazdu samochodem, nawet terenowym, dla osoby która nie korzysta z tej funkcji zbyt często (to znaczy codziennie jadąc na zakupy...) może zakończyć się uszkodzeniem pojazdu. Warto wjechać ulicą Leśną do końca a potem wybrać jedną z dwóch tras i przejść się. Przy jednym ze szlaków umieszczone są stacje drogi krzyżowej, na samym początku widać też drewniany budynek schroniska.
Na samym szczycie znajdują się budynki dawnych drewnianych gospodarstw (domy prywatne i sezonowo zamieszkałe) oraz Krzyż Milenijny z którego tarasu widać Beskid Wyspowy, Beskid Sądecki, Gorce, a jeśli dopisze szczęście również Tatry.
Widok z Miejskiej Góry
Wieża widokowa pod Jaworzem
Przy dobrej pogodzie pięknie widać z niej Tatry, jest to też doskonałe miejsce na oglądanie wschodów i zachodów słońca. Można dojechać w pobliże samochodem, jednak droga jest nieutwardzana i trzeba zachować ostrożność. Pod wieżą znajduje się spora wiata turystyczna i miejsce na ognisko.
Widok spod wieży widokowej pod Jaworzem na Tatry
4. Aktywnie
Trasy narciarskie
Istnieje kilka tras narciarstwa biegowego, a w najbliższej okolicy Wyciąg Narciarski na Łysej Górze "LimanowaSki". Dobre miejsce dla początkujących narciarzy (jak ja), którzy mogą wypożyczyć sprzęt i rozpocząć naukę na niezbyt stromym stoku. Ale nie tylko. Dysponuje trzema trasami o różnych poziomach trudności. Dla tych którym ten sport nie podpasuje jest możliwość poczekania na resztę rodziny w igloo popijając gorącą czekoladę(to też ja), lub na górnej stacji zajadając pysznego pstrąga.
Kierunkowskaz na szczycie Łysej Góry
Z Łysej Góry można też przejść na Miejską Górę- obydwie dzieli niezbyt głęboka dolina. Warto mieć ze sobą  przynajmniej buty chroniące kostkę- zejście zimą może być oblodzone i śliskie.
Z innych stacji narciarskich w okolicy: w Laskowej i w Kasinie Wielkiej. Osobiście z nich nie korzystałam, ale słyszałam o nich dobre opinie.
Geocaching
Ciekawa zabawa polegająca w skrócie na wyszukiwaniu skrytek (z listą znalazców i ołówkiem którym można się dopisać) pod podanymi na portalu geocaching.com współrzędnymi. Trzeba przy tym pamiętać o tym, żeby nie rzucać się za bardzo w oczy i schować skrytkę tak jak ją znaleźliśmy, żeby osoba nieświadoma istnienia tej zabawy nie zniszczyła skrytki ani nie wyrzuciła.
Nie wszystkie skrytki są też łatwo dostępne, a niektóre niestety przepadły, jednak szukanie ich może być świetną zabawą dla całej rodziny.
Jazda Konna
Tereny wokół Limanowej są doskonałe do jazdy w terenie, każda stadnina prowadzi również lekcje dla początkujących i dla dzieci. Warto wcześniej zadzwonić i umówić się na jazdę, oraz zapytać jaki strój byłby najlepszy na jazdę zimową porą. Jako wiecznie początkujący jeździec dodam, że zima jest dobrym czasem na naukę- konie nie są gryzione przez owady i dzięki temu spokojniejsze. Ale spodnie i tak muszą iść do prania. Nawet najczystszego konia czuć koniem.

Nie są to oczywiście wszystkie atrakcje ziemi Limanowskiej. Z wielu sama jeszcze przez pół roku mieszkania tu (i 7 pomieszkiwania) nie zdołałam skorzystać i planuje dalej odkrywać co ma nam ten region do zaoferowania. Istnieją jeszcze liczne szlaki turystyczne Beskidu Wyspowego, darmowe lodowisko, izby regionalne, domy folkloru, kino, biblioteki ze swoją działalnością kulturalną i izbami tradycji, a nawet cmentarze miejskie z grobami z czasów wojny. Miasto organizuje również zajęcia dla dzieci. Zachęcam do dzielenia się swoimi pomysłami, ciekawymi miejscami, a także zawsze interesującymi opowieściami.

Zobacz też profil Idę Gdziekolwiek w mediach społecznościowych i bądź na bieżąco:
Facebook: Idę Gdziekolwiek
Instagram: IdeGdziekolwiek

wtorek, 5 stycznia 2016

Budapeszt: Rejs po Dunaju i spacer po mieście

Po nocy w fantastycznym hostelu Casa de la Musica przyszedł czas na drugi dzień wycieczki. W planie był rejs po Dunaju i do wyboru: wizyta w operze lub szwendanie się po mieście w czasie gdy inni będą oglądali Madame Butterfly.
Zacznę może od hostelu. Zajechaliśmy tam ciemną nocą. Wszędzie ciemno i raczej ponuro. Wchodzimy do bramy poobklejanej plakatami, schody w prawo, pierwsze piętro... i już robi się weselej. Kolorowe ściany, dziedziniec, krótka odprawa po angielsku, o której wspomniałam ostatnio i porozdzielanie grup do ich pokoi. Nam trafił się High Heels z własną łazienką i blisko prysznica i ubikacji na korytarzu. Pościel czysta, dwupiętrowe łóżka wygodne, ściany kolorowe, a pokój z balkonem- więcej niż można by wymagać. A w dodatku w hostelu była sympatyczna kuchnia z rysunkami zagranicznych gości na ścianach (i suficie) oraz różnymi herbatami i kawami. Atmosfera iście chatkowa, a taką lubię.
Rano musieliśmy się zebrać i w grupach pojawić na śniadaniu. Byłam przekonana, że to nasz pokój się spóźni, ale byliśmy pierwsi i mieliśmy pełny wybór: jajecznicę, wędliny, płatki z mlekiem, ciasto marcepanowe i kawa.
Po śniadaniu, oddaniu kluczy i użytych przez nas poszewek mogliśmy wreszcie wsiąść do autokaru i pojechać nad rzekę.

I teraz kilka słów o samej rzece, bo jest naprawdę ciekawa.Dunaj to nie tylko druga co do wielkości rzeka w Europie, ale też płynąca z zachodu na wschód w odróżnieniu od wszystkich innych wielkich rzek europejskich. Dunaj ma też spore dorzecze, którego fragment znajduje się nawet w Polsce poprzez Czarną Orawę. Przepływa przez 10 państw, a przez prawie 40% jej biegu jest rzeką graniczną.

Budapeszt został zbudowany tak, żeby najlepiej prezentował się od strony rzeki. Widać to wyraźnie zwłaszcza po Parlamencie, ale nie tylko. Panorama nadbrzeży Dunaju w Budapeszcie wpisana jest na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
 Wielkie wrażenie robią też mosty, które niestety zostały zniszczone w czasie wojny i dopiero później odbudowanie.
Most Łańcuchowy

Most Wolności


Rejs był świetną zabawą i wcale nie żałuje, że nie załapaliśmy się na jego nocną wersję. Poi pierwsze dlatego, że pogoda nie sprzyjała swobodnemu zwiedzaniu i rozglądaniu się, a za dnia przynajmniej poświeciło trochę słońce i czasami bywało nawet ciepło. Po drugie lubię robić zdjęcia, choć mi to nie wychodzi. A w nocy to już w ogóle. A tak to i ciepło, i ładne widoki i zdjęcia.
Ale do listy "Wielkie plany i marzenia" nocny rejs po Dunaju zostaje zdecydowanie dopisany.
Parlament, widok z Dunaju

Kolejnym punktem wycieczki była wizyta w operze. Wszyscy obejrzeli budynek opery, który jest naprawdę piękny. Neorenesansowy z 1884 roku, ozdobiony rzeźbami kompozytorów. Wewnątrz bogate malowidła i zdobienia, a na zewnątrz... sfinks. Taki "mały" egipski dodatek.
Opera Budapesztańska

Opera Budapesztańska

Sfinks przed operą

Miałam dwie godziny wolnego czasu, który tylko po części poświęciłam na siedzenie w popularnym fastfoodzie. Kiedy udało się rozgrzać i skorzystać z internetu nadszedł czas na spacer. Sobotnie wrażenie monumentalizmu i przepychu trochę się rozmyło. Miasto z perspektywy przechodnia, który usiłuje się nie zgubić, ale mimo wszystko włazi w jakieś małe uliczki jest jakby przytulniejsze. Budapeszt okazał się bardziej kolorowy niż wydawało się to wcześniej.




Chyba najbardziej podoba mi się takie szwendanie po mieście. Zwłaszcza kiedy miasto ma coś do zaoferowania- czy to posągi i rzeźby czy kolorowe krzesła, stoły i rowery.
Ostatnim punktem programu był obiad z którego również zrezygnowałam na rzecz spaceru brzegiem Dunaju. Poza tym miałam jeszcze kilka bułeczek, które zjadłam obserwując popisy na desce jakiegoś chłopaczka, trzech rowerzystów na piętrowych rowerach i zachód słońca.

Most Wolności

Zachód słońca
To już ostatni wpis o wycieczce do Budapesztu. Więcej zdjęć z tego i innych wyjazdów na instagramie "IdęGdziekolwiek" oraz na stronie na Facebooku
Wpisy o Budapeszcie:

niedziela, 20 grudnia 2015

Budapeszt: Zamek Królewski i Góra Gellerta

Budapeszt ma historię niezwykle podobną do Warszawy. Zwłaszcza pod względem tego co się działo w trakcie i po II Wojnie Światowej. Całe miasto zniszczono, a większość "zabytków", które można podziwiać nie ma więcej niż 60 lat i są odbudowane w zgodzie nie z historią, a z socjalistyczną ideologią. Ale ma to też swoje dobre strony: budynków tych nie dotyczą ograniczenia prawdziwych zabytków i można w ich wnętrzach zrobić wszystko. Muzeum? Nie ma problemu. Akademik? Proszę bardzo. Biblioteka? Hotel? Uczelnia? Żadnych ograniczeń.
I tak docieramy do Zamku Królewskiego w Budapeszcie. Deszcz siąpi, mgła wszędy i widoków (ponoć ładnych) nie widać. I jeszcze jest zimno. Szybko wpadamy do Muzeum Marcepanu, a w zasadzie do sklepiku gdzie można kupić bilety i marcepanowe pamiątki. Szybkie podliczenie funduszy... Albo bilet, albo pamiątka, a coś kupić trzeba bo tu chodzi o rzecz najważniejszą- jak coś kupimy możemy wejść do toalety. Och, korci mnie muzeum, więc sprawdzam co tam może być do zobaczenia. Może jak się ten marcepan robi, bo na razie moja wiedza ogranicza się do tego, że "z migdałów". I tu nieszczęsna Helena dowiaduje się, że owszem to jest muzeum, ale w zasadzie to galeria marcepanowych rzeźb. Rozejrzałam się po sklepiku pełnym różnych marcepanków i wygrała opcja kupienia pamiątek.
Marcepanowy chlebek i równie marcepanowe serduszka.

 Ale nie straciłam oglądania cudownych marcepanowych rzeźb- w holu toalety była wystawka z kilkoma przedstawiającymi sceny z bajek. Miło było rozpoznać niektóre z nich.
Krecik i przyjaciele w jego kopczyku.

 Część wycieczki zajęła się zwiedzaniem muzeum, część jadła marcepan, a jeszcze inni stali w kolejce do toalety. Jak to przy tak dużej grupie wszystko niesamowicie przeciągało się w czasie. To znaczy z perspektywy osoby która stoi na deszczu i z chęcią by coś obejrzała, ale nie kojarzy nikogo z wycieczki i boi się, że się zgubi.
Na szczęście architektura okolicy była na tyle ciekawa, że nie przejmowałam się tym mrozem aż tak bardzo. Po prostu nałożyłam rękawiczki. U mnie to etap prawdziwego zmarznięcia, ponieważ jestem przeciwniczką rękawiczek.
Urocze wieżyczki. Jak z bajki.

 Jak już wspomniałam większość budynków została odbudowana po wojnie. Ponieważ był to zamek KRÓLEWSKI, a komuniści za tą królewskością nie przepadali, odbudowa musiała być naznaczona ich poglądami. Nie odbudowano więc pewnych elementów, niektóre jeśli przetrwały to zostały nawet zniszczone. A mimo to Zamek dalej zdaje się być pełen przepychu. Jaki musiał być w czasach swojej świetności? Już teraz kopułki, koronkowe zdobienia, mozaikowe dachy, rzeźby i fontanny przyprawiają o zawrót głowy. Ale jest też coś, co przypomina mi schronisko pod Baranią Górą. Kojarzycie ten socjalistyczny blok w pięknej górskiej okolicy? To na Węgrzech mają hotel. Nie byle jaki- swego czasu najdroższy i najnowocześniejszy. Taki co to bez limuzyny i diamentowej kolii nawet nie zaglądaj. Na samym środku zabudowań Zamkowym, prezentujący styl... No, gdzie indziej byłby nawet niezły. Taki nowoczesny. Ale dlaczego tam?!
Kontrast

 A jednak całe Wzgórze Zamkowe na którym położony jest Zamek Królewski (i nieszczęsny hotel) zapisany jest na liście dziedzictwa UNESCO. I dobrze. Można zobaczyć tam całe spektrum stylów architektonicznych, historycznych nawiązań (również do czasów powojennych), a badania architektoniczne wciąż trwają, i nie wiadomo od kiedy tak naprawdę zaczęło się tam budownictwo...
Idealne miejsce na spacer i odpoczynek. O ile jest ciepło.

 Miejsce jest przepiękne, wpisuje więc je na swoją listę "muszę tu jeszcze kiedyś przyjechać" i ruszamy dalej. Do mrozu i marznącego deszczu dołącza wiatr, więc nie jest to spacer, a raczej bieg szlakiem ciekawych punktów. Tu jest zabytkowy kościół. Ma Wielkiej wartości malunki, ale tam nie wejdziemy. Tu plac św. Trójcy, na przeciw akademik, tam gdzieś kawiarnia mająca związek z Cesarzową Sisi, o a tu kiedyś był ratusz. Biegniemy dalej. Wpadamy do Muzeum Historii. Nie nie oglądać- na to w naszym programie nie ma czasu. Ale jest tu ciepło i sucho, możemy posłuchać o historii miasta, zamku i jego odbudowy. Niestety 50 osób w holu robi niezły tłum i ochroniarz prosi, żebyśmy poszli sobie z tym gdzie indziej.

Nie zwiedziliśmy tego kościoła, ale ponoć warto, ze względu na malowidła przedstawiające historie Węgier.

Jeśli dobrze zinterpretowałam machnięcie ręką przewodniczki- to był kiedyś ratusz

 Gdzie indziej, czyli gdzie? Na szczęście przewodniczka widzi, że pogoda raczej już się nie poprawi i ogranicza się do szybkiego marszu w stronę windy, która ma być naszą drogą na skróty do autokaru. Po drodze jeszcze tylko szybkie spojrzenie na miejsce po stajniach, pałac prezydenta (albo premiera?), kilka rzeźb, fontann... Och, pomników i pomniczków maja tu zatrzęsienie! No i wreszcie winda. Płatna. 100 forintów, czyli moneta, a my mamy w większości pieniądze papierowe. I tu pojawia się cud techniki, który przydał by się na uczelni koło automatów z kawą- maszyna do rozmieniania pieniędzy. Zrobił się mały zator (50 osób, jedna maszyna, trzy furtki), na szczęście było ciepło i such, czyli wszystko co potrzebowałam do szczęścia było.
Fontanna przedstawiająca polowanie i nieszczęśliwą miłość.


Następnym punktem była Góra Gellerta. Miał się z niej rozciągać piękny widok, ale to najwyraźniej nie był nasz czas- mgła zasłoniła niemal wszystko. Część wycieczki nawet nie opuściła autokaru. Ale ja nie po to poprzedniej nocy nie spałam, nie po to tłukłam się do obcego kraju, żeby nie zobaczyć tak dużo jak się da.
I zobaczyłam. Początkowo myślałam, że na Górze Gellerta jest tylko Pomnik Wolności, nazywany tu "Statuą Wolności" w nawiązaniu do tej Amerykańskiej. Ale nie. Początkowo była tam tylko Cytadela, narzędzie terroru wobec miasta po węgierskiej wiośnie ludu. Z cytadeli tej wojska austriackie mogły zmieść w proch cały Budapeszt. Ale nigdy go nie użyto. Obecnie dawne zabudowania wojskowe są miejscem spotkań młodzieży. Odbywają się tam koncert, a nawet mieści się tam muzeum.
"Zwycięstwo" i "Wolność" z gałęzią palmową

 Pomnik Wolności jest naprawdę ciekawym obiektem. Od 1947 roku, kiedy to go wzniesiono, upamiętniał żołnierzy radzieckich poległych w walce o Budapeszt. W 1989 usunięto jednak wszystkie komunistyczne symbole, w tym żołnierza stojącego u stóp alegorii wolności. Obecnie na pomniku pozostały rzeźby: Wolności, Walki i Zwycięstwa.
"Walka"

Spod pomnika powinien rozciągać się piękny widok. I zapewne się rozciąga, a nawet jest romantyczny, ponieważ na barierce otaczającej taras widokowy pozawieszane są kłódki, modny ostatnio symbol miłości dwojga wieszających je ludzi.
Po wizycie na Górze Gellerda czekało mnie jeszcze dwugodzinne marznięcie w oczekiwaniu, aż ekipa zabawi się na Jarmarku Bożonarodzeniowym. Na szczęście znalazłam coś do jedzenia, a nawet przeszłam spory kawałek miasta. Choć mogłam też łazić w kółko, ponieważ tradycyjnie się zgubiłam. Znalazłam diabelski młyn, ulicznego saksofonistę i pastę oraz przyprawę do gulaszu.
A potem pojechaliśmy do najbardziej kolorowego i sympatycznego hostelu na świecie. I wysłuchaliśmy po angielsku przemowy o tym co gdzie jest i jak używać kluczy. Zaskoczyło mnie to, że ogarnęłam o co chodzi.

Więcej zdjęć z tego i innych wyjazdów na instagramie "IdęGdziekolwiek" oraz na stronie na Facebooku
Pozostałe wpisy o Budapeszcie:

sobota, 12 grudnia 2015

Budapeszt: Parlament

Wspomniałam już, że Budapeszt to miasto zbudowane z ogromnym rozmachem? Nie? No to teraz jest okazja. Budynek Parlamentu w Budapeszcie budowano przez jakieś 17 lat. Wybrano najgorszy możliwy teren- podmokły i w nieciekawej, wręcz niebezpiecznej okolicy. W konkursie na projekt szczególnie podobały się trzy wersje. Za mało okazała, piękna, ale za mała i duża, z przepychem, ale za droga. Zgadnijcie którą wybrano?
 No, a jakże, tą najdroższą. W końcu Węgrom coś się od życia należy i będą mieli parlament na wypasie. Dwie identyczne sale na dwie izby parlamentu, zdobienia, kolumny, rzeźby... Co sobie tylko architekt wymarzy. Nawet kopuła jest.
A w środku? Cóż, nie wiem jak wygląda. Nie mogliśmy wejść. Ale wykorzystano 40 kilogramów złota, i pół miliona kamieni szlachetnych, a to mówi samo za siebie... Zresztą wnętrze jest w stylu barokowym, w odróżnieniu do neogotyckiego "zewnętrza", a barok jak wiadomo skromnym stylem nie jest.
Ale, ale! Ten drugi projekt, piękny, ale za mały też się spodobał, więc też go wybudowali. Kto bogatemu zabroni? Dobry projekt się nie zmarnował, a i Sąd dostał nowy gmach dzięki temu.
 Parlament od strony głównego wejścia robi wrażenie, ale tak naprawdę jest to wejście... od tyłu. Główna fasada skierowana jest w stronę rzeki i żeby ją zobaczyć musiałam poczekać na rejs po Dunaju. Widok niesamowity, zwłaszcza, że w niedziele poprawiła się pogoda i czasem nawet nie marzłam.
 Od strony rzeki wyraźnie widać kopułę, niemalże koronkową fasadę i ogrom całej budowli. Nie dziwi już dlaczego Węgrzy wykosztowali się na ten budynek. Trochę żałuje, że jednak nie pożyczyłam od siostry aparatu- zdjęcia przynajmniej trochę udawałyby, że próbują oddać to co widziałam. Ale płynęłam statkiem. W dole była woda. Straciłam już kiedyś w takich okolicznościach telefon(o czym wciąż mi przypominają), a lepiej nie topić siostrze aparatu.

Więcej zdjęć z tego i innych wyjazdów na instagramie "IdęGdziekolwiek" oraz na stronie na Facebooku
Pozostałe wpisy o Budapeszcie:

sobota, 5 grudnia 2015

Budapeszt: Plac Bohaterów i Park Miejski

Och! Cudownie było. Intensywny program zwiedzania, smakołyki (marcepan, marcepan!), najpiękniejszy hostel w jaki widziałam (nie żebym miała jakąś wielką skalę porównawczą) i tylko pogoda była mocno przeciętna. Śniego-deszcz, wiatr i mróz.
Sobota minęła bardzo szybko i mimo, że wyjechaliśmy z Nowego Sącza o 2 w nocy, a w Budapeszcie byliśmy po 9 to wcale nie odczuwałam zmęczenia. Było zbyt wiele wrażeń.
Zaczęliśmy od Placu Bohaterów. Jego historia związana jest z obchodami 1000-lecia państwa węgierskiego.
Kolumna z archaniołem Gabrielem
W samym centrum stoi kolumna u której stóp znajdują się posągi Arpaga i jego sześciu wojów, którzy sprowadzili Madziarów do Węgier. Na szczycie kolumny znajduje się posąg archanioła Gabriela, który według węgierskiej legendy miał się pokazać Stefanowi i kazać mu się koronować. Wokół kolumny znajdują się dwie kolumnady na których umieszczono w sumie 14 posągów bohaterów narodowych. A to jeszcze nie koniec- nad każdą z kolumnad znajdują się jeszcze dwa posągi. Niestety zdjęcia wyszły jeszcze gorzej niż zwykle. Dopiero po jakimś czasie dostrzegłam, że zaparowałam aparat w telefonie. Nie wiem jak. Najwyraźniej mam jakieś specjalne zdolności. Dla osób które chcą jednak zobaczyć Plac Bohaterów polecam wirtualną panoramę.
Wokół placu zlokalizowanie są budynki muzeów w stylu eklektyczno-klasycystycznym, cokolwiek to oznacza. Prezentowały się nieźle, chodź podejrzewam, że gdyby pogoda była lepsza, bardziej bym się nimi zachwycała. W przyszłości mają przenieść w tę okolicę wszystkie muzea z miasta. 

Zamek Vajdahunyad
Kolejnym miejscem był Park Miejski i kompleks budowli, które powstały z okazji obchodów 1000-lecia jako nietrwałe atrapy przedstawiające najważniejsze style architektury i budowle z terenów całych Węgier. Największym jest zamek Vajdahunyad. Byliśmy tam zbyt krótko by obejrzeć wszystko, ale mimo różnorodności stylów, wszystko wygląda naprawdę imponująco. To jest chyba najlepsze słowo określające Budapeszt. No i jeszcze może "rozmach".
Pomnik kronikarza Anonymusa. Węgrzy też mieli swojego Gala Anonima

Pod pomnikiem Anonymusa dopadły mnie pierwsze minusy podróżowania w dużej grupie. Zawsze ktoś wchodzi w kadr. ZAWSZE. Ale czemu się dziwić- w końcu dotknięcie pióra tego kronikarza daje +10 do natchnienia, a przy pisaniu prac na studia jest to bardzo przydatne.

Replika kaplicy z Jak, popularne miejsce ślubów.

Dziedziniec zamkowy

Musieliśmy dość szybko przejść wokół Zamku na parking, bo plan był naprawdę napięty. Po drodze mijaliśmy jeszcze popiersia sławnych osób (nikogo nie rozpoznałam, ale ja rozpoznaje tylko Lenina i Piłsudskiego. Czasem Mickiewicza i Chopina) i lodowisko na stawie pod zamkiem. Latem można tam pływać łódkami. Wtedy dopadła mnie myśl, która nie opuszczała mnie już do końca wyjazdu: "muszę tu wrócić latem!".